RSS
niedziela, 06 marca 2011
Na wschodzie bez zmian?
Minęło już trochę czasu sprawowania władzy przez nowe siły. Jak jest? W sumie bez większych zmian. Z jednej strony promuje się informacje o dążeniu do przejrzystości władzy, walki z korupcją, ułatwiania życia przedsiębiorcom. Obiektywnie - zauważyłem osobiście w Kijowie pojawiające się na ulicach pługi śnieżne po opadach śniegu. Pod tym względem jest progres. W zeszłym roku nie było ich w ogóle! Trudno w to uwierzyć, ale tak właśnie było. Nikt nie odśnieżał. W tym roku widziałem traktorki i pługi. Widać jakieś inwestycje - budowa i częściowe ukończenie dwóch wiaduktów przy Dnieprowskim Nabrzeżu, porządkuje się Moskiewski Plac rozkopany od 4 lat, oddano do użytku linię szybkiego tramwaju.
sobota, 15 stycznia 2011
Moja przygoda z Dnieprem
Przestałem pisać bo po prostu myslalem, że tych moich wypocin nikt nie czyta. A i natchnienie jakoś przychodzić nie chciało pomiędzy codzienną pracą, zakupami, przewijaniem, karmieniem i usypianiem małej Karolinki. Ale moja ukochana kobieta ma już rok, więc do pisania. Oj, działo się ciekawie i dzieje nadal. Dużo tematów do opisania i zawsze, gdy znika systematyczność nie wiadomo od czego zacząć.
środa, 07 lipca 2010
Uratowanie pieska
Wczoraj odwiedziłem znajomych w sypialnianej dzielnicy Kijowa - Obolon. Wychodząc z bloku i podchodząc do samochodu słyszę przelaźliwe skomlenie psa. Zatrzymuję się, rozglądam się dookoła. Wszystko w porządku. Ludzie sobie chodzą, nikt na nic, nie zwraca uwagi. Co chwila skomlenie się powtarza i słychać jakieś drapanie. Głos dochodzi jakby, skądś z góry. Rozglądam się, rozglądam się i widzę...
wtorek, 27 października 2009
Wychowanie społeczeństwa - praca u podstaw - stacje benzynowe
Stacja benzynowa firmy Okko - moim zdaniem najlepsze stacje w Ukrainie pod względem czystości i kultury obsługi.
Auta na taśmę klejącą
Od niedawna pokazują tu program "Ukraina ma talent". Występują tam naprawdę utalenowani ludzie. Ale prawdzie talenty widzi się na ulicach Kijowa i innych Ukraińskich miast.
Ukraińska zaradnosc i gospodarnosc
Otynkowanie kawałka własnej ściany? Czemu nie! Bedzie cieplej!
czwartek, 27 sierpnia 2009
24 sierpien - Dzień Niepodległości Ukrainy

Dzien niepodległości Ukrainy jak co roku był bardzo hucznie świętowany za duże pieniądze i z wielką pompą.
Parada wojska, latali, jeżdzili na czołgach, maszerowali, wytaczali działa. Tu niepodległość jest spostrzegana przez rządzących tym, że mogą sobie popatrzeć na swoich żołnierzyków. Choć potęga militarna tego kraju jest nieco wątpliwa, na arenie międzynarodowej. Patrząc na to, czułem się jak moi rodzice, przed którymi maszerowałem prężnie w wieku 6 lat. Oni, pewnie patrząc na mnie, myśleli - "oj chłopczyku, drewniana szabelka i prężny krok, to tak mało w życiu, oj, ile jeszcze musisz się nauczyć i pojąć..." I ja tak myślę o Ukrainie.

Politycy w tym kraju stworzyli demokrację, opartą na przywilejach grup władzy i ośrodkach decyzyjnych. Wytworzyły się kasty nietykalnych, a nietykalność, nawet chwilową można sobie kupić.

Najbardziej niepokoi mnie społeczne przyzwolenie tej sytuacji. Bierność. Tak można by scharakteryzować powszechną postawę.

Wynika to z obawy, że sprzeciw może rozbić się o nietykalnych. Nie naubliżasz chamowi, co zajeżdza drogę, bo może Cie postrzelić i odjechać. Milicja Ci nie pomoże. Dlatego nikt tu uwagi nikomu nie zwraca. Boją się.

Więc niepodległość rozumiana jest jako siła. Nie jako wolność, prawo jednostek, uszanowanie kultury, czystości, ekologii, jakiejś moralności, normalności...

Niepodległość w Ukrainie to tępa siła, rozjeżdzająca gąsiennicami czołgów prawa ludzi do równych dróg, i równych praw.

Po dwóch latach, nic na lepiej w tym kraju się nie zminiło...

01:14, andrzejgolka
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 kwietnia 2009
Ukraine tuning - czyli zrób to sam

W Ukrainie funkcjonują bardzo dobre firmy tuningu samochodów. Natomiast barwy i smaczku Ukraińskich ulic dodają tuningowe wariacje właścicieli aut. Stwierdziłem, że trzeba się z tym podzielić.

Ten rozbity samochód to pegueot 405!!! Ledwo go dogoniłem. Jechał z predloscia 130 km/h na odcinku trasy Lwowskiej. Ja po wykonanie zdjęcia odrazu zwolniłem do 70. Stan nawiezchni nie pozwalal jechac szybciej. Ale jak widac chyba tylko mi.

19:21, andrzejgolka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 kwietnia 2009
A w Polsce mówi się, że jest trudno...

Jako szef nowej firmy, na własnej skórze chciałem się poddać, próbie księgowego „zamknięcia miesiąca”. Wszystko wydaje się banalne, jeżeli nie brać pod uwagę tego, że dzieje się to na Ukrainie. Jak już wcześniej pisałem, w tym kraju rzeczy proste, przestają być takie proste. Tu banały urastają rangi poważnych problemów.
Kwartalne zamknięcie jest dość istotne. Nie tylko zresztą tu. U nas pewnie też. Do 20 dnia każdego miesiąca trzeba złożyć deklaracje i raporty w określonej formie w kilka urzędów. Dowiedziałem się, że tych urzędów jest sześć. Czasu było mało. Koledzy z departamentu prawnego, trochę po złości, trochę może po zawiści, przetrzymali mi te dokumenty prawie tydzień. Oczywiście wszystkie te dokumenty można przesłać pocztą, odpowiednio wcześniej. Na pocztę było już niestety za późno. Nawet ucieszyłem się, że nauczę się najbardziej hard corowej formy złożenia dokumentów – osobistej.
Urzędów było kilka: Urząd statystyki, fundusz emerytalny, fundusz bezrobocia, fundusz wypadków pracowniczych, fundusz chorobowy i Urząd podatkowy. Czyli w sumie sześć urzędów. Wziąłem do pomocy Kolę i podzieliliśmy się po trzy fundusze. W pierwszym funduszu poszło gładko. Budynek obskurny, brudny i w środku ciemno i śmierdząco. Warunki fatalne. Nie dziwię się, że urzędnicy tam pracujący są niemili. Są poprostu na krawędzi depresji pracując w takich warunkach.
Petenci zachowują się zupełnie inaczej, potulni jak baranki. Służalczo kłaniają się na przywitanie i na pożenganie. Zgięci, przygarbieni, z pochylonym czołem przed urzędniczym obliczem. Urzędnik oczywiście na służalcze i wazeliniarskie „zdrastwujtie!” ani drgnie. Wzrok urzędnika jest odległy, chłodny, zawieszony gdzieś daleko w przestrzeni monitora komputerowego. Może to i lepiej. Bo jak urzędnik spojrzy na petenta to znaczy, że coś nie tak. Wzrok urzędnika biegnie w stronę petenta zazwyczaj po rzuconym, nie bardzo zrozumiałym pytaniu. Petent w stresie zazwyczaj nie rozumie pytania. Myśli, że wszystko zrobił idealnie. A tu jakieś pytanie. A wzrok urzędnika po woli, i nieubłaganie zawiesza się na petencie. Przygniatając wzrokiem petenta, urzędnik twardo czeka na odpowiedź. Petent już skurczony i skulony poniżej urzędniczego biurka strachliwie bełkocząc przeprosiny wycofuje się tyłem do drzwi. Tłumaczy, że właśnie dzwoni do księgowej i wszystko wyjaśni. Cofając się do drzwi – bo przecież nie można odwrócić się plecami do urzędnika, z hukiem trąca drukarkę ustawioną po środku przejścia. No to teraz pozostali urzędnicy skierowali powolny, ciężki wzrok na struchlałego petenta. Mokry od potu petent, doskakuje do drzwi i bełkocząc przeprosiny wpada na mnie w drzwiach. Urzędnicy kręcąc minimalnie głową, znów zawieszają wzrok w przesterzeń monitora. Ciekawe jest to, że urzędniczy kark jest nieruchomy, jednak niewidoczne kręcenie urzędniczej głowy w wyniku dezaprobaty, bije jak bicz po karku petenta. Ja dziarsko wszedłem również kręcąc z dezaprobatą głową na zachowanie poprzedniego penenta, podchodzę do wolnej, stu kilogramowej Pani urzędnik. Pani, widząc moją dziarskość od razu wyczuła, mój brak urzędniczego obycia i zerkając na mnie, ciężko ze współczuciem westchnęła spoglądając na moją deklarację. Pierwsza deklaracja przyjęta.
Kolejnym urzędem był fundusz bezrobocia. Tu była już prawdziwa kolejka.

Struchlałem. Z grubsza naliczylem 150 osób stojących na zewnątrz budynku. W środku około 50 osób. Stanąłem jako ostatni. Po trzydziestu minutach z radością spoglądając za siebie, zauważyłem, że nie jestem już taki ostatni. Już prawie jedna trzecia! Czas mijał a ja przesuwałem się coraz bliżej. Będąc już prawie przy wejściu, poczułem na sobie zazdrosne spojrzenia tych, co dopiero przyszli. Hmmm, a ja czułem się wspaniale. To tak jak wysiadać z luksusowego auta, gdzie dookoła same rupiecie. Ci, którzy byli coraz bliżej, stawali się coraz wyżsi i wyprostowani, a miny coraz bardziej dumne i zarozumiałe. Niestety ten stan trwał do chwili przekroczenia progu urzędu. Tam, im bliżej urzędniczego gabinetu, tym człowiek bardziej malał i marniał. Twarz stawała się coraz bardziej głupawa i durnowata, co by urzędnika nie rozeźlić i żeby urzędnik nie musiał pokazać, gdzie miejsce petenta. Po 2 i pół godzinnym staniu, służalczo, z durnowatą miną, podłożyłem Pani urzędnik deklarację. Pani zaczęła coś wstukiwać w komputer i nastąpił werdykt.
 – Nie mogę wam tego przyjąć. Macie zadłużenie 30 hrywien. – rzuciła mrożąco.
- Ale j-ja-jak, że to. Minutkę, zadzwonię do księgowej. O proszę ona Wam wszystko wyjjjaśni. O proszę – wydusiłem z siebie i podałem słuchawkę. Galina coś tam próbowała wytłumaczyć. Skończyło się na tym, że mamy spłacić zadłużenie w wysokości 30 i sztraf w wysokości 5 hrywien. Po wpłacie przyjmą deklarację nawet w przyszłym tygodniu.
W kolejnym urzędzie nie było tak źle. Około półtorej godziny stania. Deklaracja przyjęta. U Koli też nieztety nie wszystko przeszło. Dwie deklaracje do poprawki.
Oczywiście takie czynności wykonują zazwyczaj księgowi. Kto zdąży, to może przesłać pocztą. Ale wtedy trzeba zamknąć miesiąc do 5 dnia miesiąca. A to w większych firmach może być trudne.
Patrząc na ten tłum petentów, uświadomiłem sobie, że przecież każdy jeden petent to jedna firma. A te moje doświadczenie o którym piszę to zwykła, comiesięczna procedura. Boję się pomyśleć co to będzie dalej. Ale sam sobie ten los wybrałem. Zastanawiam się jak tu biznes ma się rozwijać, gdy tak rzuca się go na kolana.
Biorąc pod uwagę fakt, że wkrótce Ukraina wprowadzi wizy dla obcokrajowców i będzie pobierać odciski palców na wjeździe, to boję się o przyszłość tego kraju. W sumie, to nawet nie mam złudzeń. Tu robi się coraz gorzej. To znany mechanizm nagongi i odwróceniu uwagi publicznej od źródła zła, jakim jest sama w sobie władza ukraińska. Tak jak za komuny z obcokrajowców robi się szpiegów, zboczeńców, nosicieli HIV i upatruje się w nich źródła Ukraińskiej biedy i kryzysu.

Z pozdrowieniami z Kijowa

12:36, andrzejgolka
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 kwietnia 2009
Wizyta we Lwowie, Masoch od którego pochodzi termin Masochizm był Lwowianinem!!!

W końcu wybrałem się do Lwowa! Dostać się tam, wcale nie było łatwo. Z Kijowa autem to 520 km. Niestety, pojechałem autem. Chciałem księgowe związane z nowym projektem. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Zdecydowałem, że księgowość zostaje we Lwowie.

Ale nie o tym chciałem napisać, ale o tym, jakie wrażenie wywarło na mnie to miasto.

Droga to Lwowa to jakieś nieporozumienie. Trudno tę drogę ocenić, bo jak można ocenić coś, czego właściwie nie ma. Droga na odcinku 400 km nie nadaje się nawet do naprawy, a jedynie od zbudowania od nowa. Przed samym Lwowem jest około 80 km eleganckiej drogi typu Wawa - Lublin. Równy asfalt, namalowane pasy, czasem dwa, czasem jeden, ale z poboczem.

Po 7 godzinnej podróży miałem wszystkiego dość. Bolał mnie każdy kawałek ciała i kości, od tysięcy oderzeń i podskoków na milionach dziur. Nie wiem jak tę podróż przeżyła moja Oktawia. Niestety, ale amortyzatory mam chyba do wymiany. Po jednej trasie! No, ale takie są realia tutejszego życia.

Do centrum Lwowa wjechałem przez jakiś postkomunistyczny koszmar robotniczych osiedli. Natomiast granica komuny i historycznej części miasta jest tak odczuwalna, jak ból krzyża po tej całej podróży. W centrum, poczułem się, jak bym wjechał do strasznie zaniedbanego Krakowa. W jednokierunkowych ulicach troszkę się pogubiłem. Podjechała po mnie Pani dyrektor tutejszego oddziału firmy – Pani Alina. Pani Dyrektor jest przepiękną, elegancką i zmysłową kobietą, która, na domiar złego włada piękną, Lwowską Polszczyzną. W połączeniu z jej inteligencją robi to piorunujące wrażenie. Na szczęście w hotelu czekała na mnie Irina. A hotel jest doprawdy wypasiony. Sama nazwa „Opera” mówi o tym, że hotel jest w samym Centrum i najprawopodobniej obok Opery. Tak też i było! W dawnych czasach opera była najbardziej eleganckim miejscem miasta. Miałem przyjemność zwiedzić Lwowską Operę i byłem zachwycony. Mozaiki na ścianach, piękne złocone zdobienia, marmury najlepszych gatunków. To robi wrażenie... A hotel Opera również nie ustępuje. Eleganckie przestronne pokoje, znakomita kuchnia, profesjonalna powściągliwa obsługa. Wszystko to sprawia wrażenie, chwilowej ucieczki z tej Ukrainy, którą znam z Kijowa. Tu WSZYSCY mówią tylko po Ukraińsku. A raczej po „zapodensku”, czyli odmianie ukraińskiego, który jest jeszcze bardziej zbliżony do polskiego i słowackiego. W każdym sklepie z pamiątkami można kupić koszulki, znaczki, magnesiki z napisami „Boże, dziekuję, że nie jestem moskalem”. W tym mieście pierwszy raz poczułem sympatię do języka ukraińskiego. I sam nawet zacząłem mówić po ukraińsku. Poprostu czułem się jak debil ze swoim rosyjskim. Moje nieudolne próby ukraińskiego, zawsze spotykały się z entuzjazmem i przychylnością miejscowych. Czułem się tam świetnie. Do tego architektura miasta potęgowała wrażenie, przyjazności i polskości. Każda kamienica we Lwowie jest zabytkiem. I naprawdę zasługuje na to miano. Lwów wydał na świat wielu wielkich ludzi. To również źródło wspaniałej polskiej historii i inteligencji. I to czuje się we Lwowie na każdym kroku. Nie będę pisać o tym, że pałac Potockich urzekł mnie architektoniczną bryłą, lub zdobieniami elewacji. Piszę o tym co czułem, gdy spacerowałem po Lwowie. Czułem dumę, że jestem Polakiem i czułem, że Lwów to Polskie Miasto. Zakochałem się we Lwowie.

Szkoda, że to mocno zapuszczone miasto. Mało restauracji, knajpek, fatalne drogi i organizacja ruchu. Ale duch Polski nie umarł. Lwowianie znają język Polski. Jakoś to przetrwało w genach. Nawet młodziutka księgowa Gala, która będzie prowadzić interesy spólki, zaczęła mówić po Polsku bo łatwiej jej było niż po rosyjsku. Lwów jest przepięknym miastem. Niestety lata komuny odbiły swe piętno. Nie wiem czy Lwów sobie z tym poradzi. Chciałbym wierzyć, że tak. A wiara jest siłą Lwowian. Wchodząc do jednego z pięknych kościołów, trafiłem na mszę, prowadzoną w Języku Polskim. Po dwóch dniach w sentymentalnym Lwowie, znów pognałem Oktawią przez tysiące dziur w stronę Kijowa. Po drodze odwiedziłem zamek w Olecku. Tam urodził się Jan III Sobieski. Stwierdziłem, że tak naprawdę, to te ziemie powinny być Polskie. No i im dalej na wschód tym bardziej dziko.

Zapraszam do Lwowa!

00:56, andrzejgolka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3